3 juil. 2011

Slovénie / Słowenia 11

11, 12 et 13ème jour – De Dekani à Ljubljana

Hier, on a fait le voyage pour remonter jusqu'à Ljubljana. On a fait un petit crochet pour visiter le village de Stanjel et ensuite le château de Predjama. Malheureusement, on est arrivé 10 minutes trop tard pour visiter les caves qui se trouvent sous le château. Mais la visite du château nous a beaucoup plu car il ne ressemblait pas aux autres châteaux que l'on connaissait. En fait, il est implanté dans la roche, il y a tous plein de passages et pièces inattendus. Par contre, je pense que l'hiver il ne doit pas être très agréable car il n'est pas facile à chauffer.
On est arrivé à Ljubljana dans la soirée. C'est déjà notre dernière destination en Slovénie. On avait un peu de mal à trouver notre logement où plutôt y arriver car à Ljubljana il y a que des sens uniques. Mais après des tours et des détours, on y est arrivé! Jeudi et vendredi, on s'est promené dans cette capitale, petite mais très agréable, avec beaucoup de rues piétonnes, plein de cafés animés, une ambiance de fête et quelques jolis monuments et ruelles. Ivo a encore fait toute la visite à pied, il a gagné quelques bleus supplémentaires:) On lui a encore donné de la glace car on voulait pas se priver du spectacle. Par contre le choix de parfum n'était pas très judicieux car la myrtille est très tenace, même après un bain.


Dzień 11, 12 i 13 – Z Dekani do Lublany


Wczoraj przyjechaliśmy do Lublany. Po drodze zahaczyliśmy o Stanjel i zamek w Predjamie. Niestety spóźniliśmy sięo 10 minut na zwiedzanie grot pod zamkiem. Ale sam zamek bardzo się nam spodobał, bo nie był podobny do znanych nam zamków. Jest wbudowany w skałę, pełno w nim dziwnych przejść i pomieszczeń. Ale w zimie chyba jest niezbyt przyjemny, bo musi być bardzo trudno go ogrzać.

Wieczorem dotarliśmy do Lublany. To już ostatni etap naszych słoweńskich wojaży. Mieliśmy trudności ze znalezieniem naszego lokum, a raczej z dotarciem do niego, gdyż w Lublanie są same ulice jednokierunkowe. Po dłuższym krążeniu w końcu się udało. W czwartek i piątek zwiedzaliśmy tę małą, ale przyjemną stolicę szykującą się do zabawy, pełną uliczek tylko dla pieszych, fajnych kafejek i gdzie można zobaczyć kilka ciekawych zabytków i uliczek. Ivo znów dzielnie zwiedzał piechotą, dorobił się kilku dodatkowych siniaków:) Znowu dostał loda, bo nie chcialiśmy się pozbawiać spektaklu. Niestety wybór smaków nie był najmądrzejszy, bo jagoda nie chce puścić mimo kąpieli:)

1 commentaire:

Steph a dit…

Merci pour ce carnet de voyage détaillé ! C'était super chouette de vous suivre !
Du coup, ça nous a mis l'eau à la bouche !