30 juin 2011

Slovénie / Słowenia 9

9ème jour – Les falaises de Strunjan



Aujourd'hui, nous avons passé une journée sous le signe de la mer. Une balade en haut des falaises dans le parc paysager de Strunjan, passant par la forêt, les oliveraies, les plages diverses : galets, béton (eh oui, on connaissait pas mais ça se fait), nudistes...
Ensuite on est parti chercher une plage sympa mais on a pas trouvé. On doit maintenant avoir fait le tour de toutes les plages slovènes et on comprend maintenant pourquoi la Slovénie est plutôt réputée pour la montagne. On s'est quand même posé un moment sur une plage de galets mais l'eau à cet endroit n'invitait pas à la baignade. Ivo n'a même pas voulu se mouiller les pieds, il a été catégorique!


Dzień 9 – Klify w Strunjan
Dzisiejszy dzień upłynął nam pod hasłem morze. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na klifach w Strunjan, biegnącą przez las, gaje oliwne, plaże: kmieniste, betonowe (tak, wcześniej nie znaliśm takich, ale najwyraźniej istnieją), nudystów...
Później chcieliśmy znależć fajną plażę, ale się nam nie udało. Chyba już zwiedziliśmy wszystkie słoweńskie plaże i zaczynamy rozumieć, dlaczego Słowenia jest raczej znana z gór. Ale w końcu zainstalowaliśmy się na kamienistej plaży, ale woda w tym miejscu nie zachęcała do kąpieli. Ivo nawet nie chciał zamoczyć nóg, kategorycznie odmówił!

29 juin 2011

Slovénie / Słowenia 8

8ème jour – Les grottes de Skocjan

Ce matin c'est pas le paon mais la pluie torrentielle qui nous a réveillé. Du coup, vu la météo, on est parti voir les grottes de Skocjan. Malheureusement, on a pas pu tout visiter car le niveau d'eau dans certaines grottes était trop élevé. Mais la visite a quand même duré 2h30. Il était interdit de prendre des photos (ce qui nous a paru un peu exagéré et un brin commercial). Les caves étaient impressionnantes, les formation karstiques des plus surprenantes.
Ensuite, on a emprunté un sentier pédagogique qui était très sympa. On regrette juste que la plupart des panneaux n'étaient qu'en slovène et même si on arrive à comprendre un peu, c'est loin d'être suffisant. On a aussi rencontré un guide très amoureux de son pays qui nous a donné quelques recommandations. Ivo nous a encore surpris en marchant plus de 2 km et il en redemandait !
A cet endroit je dois quand même parler aussi un peu de la gastronomie slovène. Depuis notre arrivée on voit partout les pubs d'un gâteau traditionnel qui n'a pas su nous séduire:)
Aujourd'hui, on a pu constater que d'autres gâteaux existent et qui plus est, sont excellents (on a pas retenu les noms mais il s'agît d'un gâteau aux pommes genre Apfelstruddel et un autre à la noisette, très peu sucré mais délicieux !).


Dzień 8 – Jaskinie w Skocjan
Dziś rano to nie krzyk pawia nas obudził, ale ulewny deszcz. W związku z pogodą postanowiliśmy pojechać zwiedzić jaskinie w Skocjan. Niestety nie mogliśmy zwiedzić wszystkich jaskiń, bo w niektórych z powodu deszczu poziom wody był zbyt wysoki. Wizyta trwała i tak 2 i pół godziny. Nie można było robić zdjęć (cowydało nam się trochę przesadzone i komercyjne). Jaskinie były niesamowite, a wytwory skalne niezwykle zaskakujące.
Potem przeszliśmy się ciekawą ścieżką pedagogiczną. Żałujemy tylko, że większość tablic była po słoweńsku i nawet jeśli trochę udaje nam się zrozumieć, to nie jest to bynajmniej wystarczające. Spotkaliśmy też zakochanego w swoim kraju przewodnika, który polecił nam różne wizyty. Ivo znów nas zaskoczył, bo dzielnie maszerował przez ponad 2 km.
Muszę wtym miejscu wspomnieć również o słoweńskiej gastronomii. Od naszego przyjazdu wszędzie widzimy reklamy lokalnego przysmaku, który jakoś nas nie skusił:)
Dziś mogliśmy się przekonać, że istnieją też inne ciastka i w oddatku są pyszne (nie zapamiętaliśmy nazw, ale jedno było z jabłkami w rodzaju sztrucla z jabłkami, a drugie z orzeszkami laskowymi, w ogóle nie słodkie, ale pyszne!

28 juin 2011

Slovénie / Słowenia 7

7ème jour – Piran et les salines

Ce matin nous avons été réveillés par le cri d'un paon. Car les propriétaires de notre nouveau logement possèdent plein d'animaux. Malheureusement, la sale bête se réveille beaucoup plus tôt qu'Ivo (qui pendant toutes nos vacances se réveillait assez tard, ce qui nous plaisait assez, il faut l'avouer).


Nous sommes parti à la découverte des salines de Secovlje, cette grosse déception nous a coûté 5 € par personne et on a pas appris ni vu grand chose.
Après, on s'est mis en tête de trouver un resto sympa. Quelle idée incongrue en bord de mer. On ne voulait pas de pizzeria mais apparemment c'est la nourriture phare des touristes de la côte slovène donc impossible de trouver autre chose. On a fait un tour à Portoroz qui concentre tout ce que l'on aime pas (excepté les filles en bikini pour Max) : ville bétonnée avec trop de touristes et que des trucs pour touristes à des prix exorbitants.
Finalement, en s'éloignant un peu, on a trouvé...une pizzeria. Elle était pas trop mal et servait du poisson aussi et nous, on était désespéré.
Heureusement, après tout ça (c'est vrai, j'ai oublié de parler du bouchon dans lequel on est tombé le matin) on a visité Piran. La ville est chouette et elle nous a un peu rappelé Venise. Ivo a marché tout le long de la visite, il nous a impressionné. Il faut d'ailleurs qu'on songe à tirer un petit profit de l'intérêt que les gens lui portent:), plusieurs personnes s'arrêtent et certaines nous demandent la permission de le prendre en photo. Il nous a aussi offert (à nous et plusieurs passants) un spectacle unique en mangeant une glace. Voici en exclusivité Ivo Gillette mangeur de glaces !!!




Dzień 7 – Piran i solanki
Dziś rano obudził nas krzyk pawia. Właściciele naszej nowej kwatery mają różne zwierzęta. Niestety wstrętne ptaszysko budzi się znacznie wcześniej niż nasz Ivo, który od początku wakacji wstaje dość późno, co na; się raczej podoba.
Wyruszyliśmy więc obejrzeć solanki w Secovlje. To wielkie rozczarowanie kosztowało nas po 5 € od głowy i praktycznie nic nie zobaczyliśmy i niewiele się dowiedzieliśmy.
Następnie wbiliśmy sobie do głowy znaleźć sympatyczną resaurację. W miejscowościach nadmorskich jest to pomysł dość ekstrawagancki. Nie chcieliśmy pizzerii, ale najwyraźniej na wybrzeżu słoweńskim jest to tradycyjne jedzenie dla turystów i nie udało nam się znaleźć niczego, co by nam pasowało. Przejechaliśmy przez Portoroż, kwintesencję tego, co nam się nie podoba (z wyjątkiem dziewczyn w bikini dla Maxa): betonowa miejscowość bardzo turystyczna, wszystko nastawione na turystów, ceny szalone.
W końcu, trochę się oddaliwszy od wybrzeża, znaleźliśmy...pizzerię. Nie była najgorsza i serwowała również ryby, a my już byliśmy w desperacji.
Na szczęście po tym wszystkim (zapomniałam wspomnieć o korku, w którym się znaleźliśmy z samego rana) zwiedziliśmy Piran. Miasto jest śliczne i trochę nam przypomina Wenecję. Ivo cały czas chodził, czym nas zaszokował. Zresztą musimy się zastanowić, jak spieniężyć zainteresowanie, jakie wzbudza u ludzi, bo co chwilę ktoś się przy nim zatrzymuje i kilka osób pyatało już o zgodę na zrobienie mu zdjęcia:) Ivo Ivo wykonał też dla nas (i licznych przechodniów) jedyne w swoim rodzaju przedstawienie pt. jem loda. Oto Ivo Gillette zjadacz lodów!!!

27 juin 2011

Slovénie / Słowenia 6

6ème jour – Au revoir Bohinj

Il est déjà le temps pour nous de quitter la magnifique région de Bohinj. Pour cette dernière journée on a choisi une petite balade à partir de Stara Fuzina, le long du Korita Mostnice jusqu'à une petite cascade sympa. La balade nous a surpris car on ne s'attendait pas à voir encore des gorges spectaculaires. On a traversé aussi de belles prairies mais les photos sont rares car prises sous l'assaut des taons voraces qui attaquaient sans pitié!
Après on a dégusté un déjeuner très couleur locale : dans une gargote à deux tables, sans carte, juste la proprio qui nous demandait: alors, ils veulent manger quoi, hein? Soupe de champignons des bois et quelque chose qui s'appelait steak mais qui était en réalité une côte de porc battue et panée, avec des frites évidemment. En tout cas, ça a eu le mérite de bien nous remplir l'estomac.
Et ensuite, il était déjà temps de reprendre la route vers de nouvelles aventures. D'ailleurs, la route en elle même c'était une aventure car parfois elle était tellement petite que l'on n'a pas trouvée:) Mais on est finalement arrivé à bon port : Dekani, près de Koper.


Dzień 6 ­ do widzenia Bohinj

Nadszedł czas na pożegnanie z przepięknym regionem Bohinj. Na ostatni dzień zaplanowaliśmy wycieczkę ze Starej Fużiny, wzdłuż Korita Mostnice do małego wodospadu. Trasa była miłym zaskoczeniem, bo nie spodziewaliśmy się zobaczyć znów widowiskowych wąwozów. Trasa prowadził też przez malownicze łąki, ale mamy niewiele zdjęć, bo atakowały nas żarłoczne i bezlitosne muchy końskie!
Następnie zjedliśmy lokalny obiad, w niedużej knajpce, gdzie były tylko dwa stoliki, nie było wcale karty dań tylko właścicielka, która pytała: no i co zjedzą? Więc zjedli zupę grzybową (z prawdziwych leśnych grzybów), a do tego coś, co się nazywało stek, a co się okazało swojskim schabowym, oczywiście z frytkami. W każdym razie było to sycące.
A potem już ruszyliśmy w drogę ku nowym przygodom. Zresztą sama droga, to była niezła przygoda, bo czasem była tak mała, że aż nie udało nam się jej znaleźć:)
Ale w końcu dojechaliśmy: do Dekani, niedaleko Koper.

22 juin 2011

Slovénie / Słowenia 5

5ème jour - Vallée de la Vrata


Aujourd'hui, on est allé voir le Triglav de plus près. Pour cela on est allé à Mojstrana et on a continué pour rejoindre le sentier de Triglavska Bistrica qui longe la rivière Vrata. En chemin on a découvert une magnifique chute d'eau qui se composait en fait de deux chutes. On a même pu passer derrière la cascade (et prendre une douche par la même occasion - du coup ça nous a donné l'idée de s'inscrire pour le concours de Miss/Mister T-shirt mouillé:). Ivo a évidemment été ravi (par la chute, pas par notre idée).
Ensuite on s'est approché de la bête impressionnante qu'est le Triglav. Max a tout de suite regretté de ne pas pouvoir le gravir. Mais comme il se faisait un peu tard, j'ai dû le raisonner:)
Au retour, on s'est brièvement arrêté à Bled pour jeter un coup d’œil sur le lac, l'île et le château.

-------------------------------------------------------------------------------

Dzień 5 - Dolina Vraty

Dziś pojechaliśmy rzucić z bliska okiem na Triglav.W tym celu udaliśmy się do Mojstrany i stamtąd dalej do trasy Triglavska Bistrica, który biegnie wzdłuż rzeki Vrata. Po drodze natrafiliśmy na przepiękny wodospad, złożony właściwie z dwóch wodospadów. Mogliśmy nawet przejść za wodospadem (i jednocześnie wziąć prysznic, co nas zainspirowało żeby się zapisać na konkurs mokrego podkoszulka:) Ivo był oczywiście zachwycony (wodospadem, nie naszym pomysłem).
Następnie zbliżyliśmy się do przerażającej bestii, jaką jest Triglav. Max natychmiast zaczął żałować, że nie możemy się na Triglav wspiąć. Ale ponieważ już się robiło trochę późno, musiałam mu ten pomysł wyperswadować:)





W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilę w Bledzie, żeby rzucić okiem na jezioro, wyspę i zamek.

20 juin 2011

Slovénie / Słowenia 4

Pour cette 4ème journée, on a décidé de passer aux choses sérieuses et de faire une balade en montagne.
Pour cela nous sommes parti au col de Vršič (1611 m) et de là on a fait une magnifique balade à travers la montagne jusqu'à Slemenova špica (1911 m). Les paysages étaient grandioses, inoubliables. Là haut, on a fait notre pique nique, seuls au monde! On avait juste des Tritons alpestres pour toute compagnie. Ils étaient dans de petites marres que le guide a appelé "lacs".











On peut dire que c'était notre deuxième coup de foudre.
Après, nous sommes partis voir la source de Soča et aussi une petite chapelle russe sur la route.

------------------------------------------------------------------------------------













4 dnia postanowiliśmy przejść do konkretów i urządzić sobie wycieczkę w górach.
Pojechaliśmy więc na przełęcz Vršič (1611 m n.p.m.)i stamtąd poszliśmy na przepiękną wycieczkę przez góry na Slemenovą špicę (1911 m n.p.m.). Widoki były przewspaniałe, niezapomniane. 
 

Na górze byliśmy całkiem sami i mogliśmy urządzić sobie piknik, za całe towarzystwo służyły nam  traszki górskie w malutkich oczkach wodnych, które przewodnik szumnie nazwał jeziorami:)
Potem pojechaliśmy do źródła rzeki Sočai do małej rosyjskiej kapliczki po drodze.
 




18 juin 2011

Slovénie / Słowenia 3

3ème jour : Tolmin et Javorca


Pour cette troisième journée on a choisi une excursion à Tolmin pour voir Tolminska korita - les gorges de Tolmin. On a d'abord fait 60 km de petites routes de montagne qui tournaient dans tous les sens (ça nous a déjà pris 1h30) pour arriver sur le site où se rejoignent la rivière Tolminka et Zadlaščica. On y a fait une jolie balade dans un profond canyon où on peut voir une grotte et une source thermale (malheureusement toutes les deux inaccessibles). Sinon, on y trouve aussi la Medvedova glava ( Tête d'ours) - un rocher coincé entre les deux parois du canyon. On a fait notre pique nique au bord de la Tolminka.
Ensuite, on est parti vers l'église de Javorca. Au bout de 7 km de chemin sinueux où deux voitures ne peuvent se croiser que très difficilement, on est arrivé au point de départ d'une jolie petite balade qui mène à travers la forêt et les pâturages à l'église commémorative du Saint-Esprit de Javorca. Cela valait vraiment le coup ! L'église est presque toute en bois, elle est classé patrimoine européen. On s'incline devant ceux qui voudrait venir à la messe tous les dimanches, car ça monte et c'est un peu excentré. Quoique juste derrière il y a une ferme qui a l'air de fonctionner. On a même pu sonner la cloche pour Ivo qui était aux anges :)
Avant de reprendre la route on s'est fait une petite séance de réflexologie plantaire dans l'herbe fraîche, bien-être total!


--------------------------------------------------------------------

Dzień 3 - Tolmin i Javorca

Na trzeci dzień przewidzieliśmy wyprawę do Tolmina żeby zobaczyć wąwóz Tolminska korita. Najpierw jechaliśmy 60 km małymi górksimi drogami, które się kręciły we wszystkie strony (samo to już nam zajęło półtorej godziny), żeby dotrzeć do miejsca, gdzie spotykają się rzeki Tolminka i Zadlaščica. Przespacerowaliśmy się malowniczym wąwozem, gdzie można obejrzeć grotę Dantego i ciepłe źródło, obie atrakcje niedostępne, a także Niedźwiedzią Głowę (skałę uwięzioną między ścianami wąwozu). Urządziliśmy sobie piknik nad Tolminką.
Następnie udaliśmy się do kościoła w Javorcy. Po 7 km wąskiej krętej drogi, na której dwa samochody ledwo się mieszczą dotarliśmy do początku pięknej trasym prowadzącej przez las i pastwiska do kościoła memoriału św. Ducha. Naprawdę było warto! Kościół jest prawie cały z drewna, zaklasyfikowany jako dziedzictwo europejskie. Chylimy czoła przed tymi, którzy chcieliby sie wybrać na coniedzielną mszę, bo naprawdę trzeba się wspiąć ostro pod górę i w dodatku trochę to na odludziu. Chociaż za kościołem jest gospodarstwo, które wygląda na czynne. Specjalnie dla naszego małego amatora kościołów i dzwonnic zadzwoniliśmy dzwonkiem kościelnym, był oczywiście wniebowzięty:)

Zanim udaliśmy się w drogę powrotną urządziliśmy sobie seans refleksologii w świeżej trawie, pełny błogostan!

17 juin 2011

Slovénie / Słowenia 2

 2ème jour: Vintgar - le coup de foudre

Ce matin Ivo a été magnifique, il s'est réveillé à 9h20 ! C'est vraiment les vacances :)))
Du coup, le temps de décoller, on a pas prévu de programme très ambitieux. On est parti à Vintgar voir les fameuses gorges. Et ça valait vraiment le coup, les couleurs, les paysages étaient à couper le souffle. Ivo a retrouvé l'eau omniprésente qui lui plaît tant:)


Après la partie de la balade qui suit le cours de la rivière Radovna, on continue en forêt et ensuite à travers les pâturages, avec les paysages grandioses. En plus, Ivo a noué le dialogue avec les locaux, les bêêê, mêêê et autres meuuuuuh nous ont laissés bouche bée : cet enfant ne va pas être seulement bilingue :)))))
A l'arrivée on s'est laissé tenter par une truite de la rivière et c'était un très bon choix.

---------------------------------------

2 dzień: Vintgar

Dziś rano Ivo był kochany i obudził się dopiero o 9.20! to się nazywa wakacje:)))
Dlatego zanim się wygrzebaliśmy, nie było już właściwie czasu na żadne ambitne palny. Wybraliśmy się więc na wycieczkę do Vintgar do wąwozu nad rzeką Radovna. Warto było, bo wycieczka była wspaniała, kolory i widoki zapierające dech w piersiach! A Ivo miał wszędzie dookoła swoją wodę:)

Po części biegnącej nad rzeką, szlak prowadzi do lasu, a potem przez pastwiska, znów z nbiesamowitymi pejzażami. W dodatku Ivo nawiązał kontakt z lokalnymi mieszkańcami, słychać było tylko beee, meeeeee i inne muuuuuuuuuu, a nas zamurowało - on będzie nie tylko dwujęzyczny:)))))
 Po wycieczce skusiliśmy się na pstrąga z lokalnej rzeki i to był bardzo dobry wybór.

16 juin 2011

Slovenie / Słowenia 1

1er jour

Nous sommes arrivés le 11/06 et à part découvrir l'appartement et défaire un peu nos bagages, on a rien fait, on a bien dormi et on a vraiment attaqué le dimanche, 12/06. On a commencé par.....faire les courses. On a pris des pâtes, histoire de se sentir en vacances, et on a essayé de dénicher des spécialités locales. Une fois cette corvée accomplie, on a enfin pu commencer la partie visite:)

Notre première destination: le lac de Bohinj tout proche (2 km de notre logement à Polje). On a fait le tour du lac (12 km) en admirant le lac bien sûr mais aussi, entre autres merveilles, les orchidées et les Lys martagon.
On a déniché un petit coin sympa et tranquille (car le lac est quand même pas mal fréquenté) pour le pique nique où on a fait la première rencontre avec la faune locale (bon, c'est vrai, il y a plein de bébêtes, Ivo n'arrête pas de nous les signaler, mais ce spécimen était un peu moins commun:).
Après la balade, toujours pas rassasié, on est allé voir les chutes de Savica. Ivo a fait presque tout le chemin à pied et était vraiment émerveillé par l'eau autour de nous et par la cascade en particulier.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

1 dzień

Przyjechaliśmy 11/06, ale poza zainstalowaniem się w mieszkaniu i rowzakowaniem, nic nie zrobiliśmy, wyspaliśmy się i naprawdę zaczęlismy wakacje w niedzielę, 12/06. Zaczęliśmy od............zrobienia zakupów. Kupiliśmy makaron, żeby naprawdę poczuć się jak na wakacjach i próbowaliśmy znaleźć jakieś lokalne specjały. A jak już się z tym uporaliśmy, mogliśmy naprawdę zacząć zwiedzać.
Pierwszy etap: jezioro Bohijn, 2 km od naszej kwatery w Polju. Obeszliśmy całe jezioro (12 km) i oprócz samego jeziora podziwialiśmy orchidee i lilie złotogłowy.
Urządziliśmy sobie piknik w ślicznym i odludnym zakątku (co nie jest takie łatwe, bo jezioro jest dość uczęszczane), gdzie spotkaliśmy pierwszego przedstawiciela lokalnej fauny. Fakt, że wszędzie jest pełno stworzonek, o czym Ivo nas niestrudzenie informuje, ale to był mniej spotykany okaz:)
Po tej wycieczce, wciąż nienasyceni, udaliśmy się do wodospadu Savica. Ivo właściwie całą drogę przeszedł sam i był zafascynowany całą tą wodą dookoła, a zwłaszcza wodospadem. Cały czas powtarzał woda i szszszszuuuuuuuuuuuuuu......................

14 juin 2011

Sol atelier / Podłoga w atelier

Pour accueillir le nouveau jouet de Max il y a pas mal de choses à prévoir et organiser. Notamment couler une dalle de béton dans l'atelier, car oui, la bête est exigeante et elle a besoin d'être à niveau. Il a donc fallu une tonne de sable, une betonnière toute neuve, 350 kg de ciment et une journée sans fin de dure labeur.
Le résultat y est. Le joujou va certainement apprécier. Il sera là au mois de juillet, d'ici là - suspens.




















-------------------------------------------------------------------------

Żeby się przygotować na przybycie nowej zabawki Maxa, trzeba przewidzieć i zorganizować parę rzeczy. Jedną z nich było wylanie podłogi w atelier, bo bestia jest wymagająca i potrzebuje jako takiego poziomu.
Potrzebna więc była tona piasku, nowiutka betoniarka, 350 kg cementu i długi dzień wytężonej pracy. Udało się i zabawka na pewno to doceni. Przybędzie w lipcu, a póki co - tajemnica.

11 juin 2011

Sac à dos / Plecak

Ivo est déjà prêt pour les vacances:)


-------------------------------------------------------

Ivo juz gotowy do urlopu:)

Cueillette / Plony

Malgré la sécheresse on se régale quand-même avec ce que le jardin nous offre.


------------------------------------------------------

Pomimo suszy objadamy sie smakolykami z ogrodka.