7ème jour – Piran et les salines
Nous sommes parti à la découverte des salines de Secovlje, cette grosse déception nous a coûté 5 € par personne et on a pas appris ni vu grand chose.
Finalement, en s'éloignant un peu, on a trouvé...une pizzeria. Elle était pas trop mal et servait du poisson aussi et nous, on était désespéré.
Dzień 7 – Piran i solanki
Dziś rano obudził nas krzyk pawia. Właściciele naszej nowej kwatery mają różne zwierzęta. Niestety wstrętne ptaszysko budzi się znacznie wcześniej niż nasz Ivo, który od początku wakacji wstaje dość późno, co na; się raczej podoba.
Wyruszyliśmy więc obejrzeć solanki w Secovlje. To wielkie rozczarowanie kosztowało nas po 5 € od głowy i praktycznie nic nie zobaczyliśmy i niewiele się dowiedzieliśmy.
Następnie wbiliśmy sobie do głowy znaleźć sympatyczną resaurację. W miejscowościach nadmorskich jest to pomysł dość ekstrawagancki. Nie chcieliśmy pizzerii, ale najwyraźniej na wybrzeżu słoweńskim jest to tradycyjne jedzenie dla turystów i nie udało nam się znaleźć niczego, co by nam pasowało. Przejechaliśmy przez Portoroż, kwintesencję tego, co nam się nie podoba (z wyjątkiem dziewczyn w bikini dla Maxa): betonowa miejscowość bardzo turystyczna, wszystko nastawione na turystów, ceny szalone.
W końcu, trochę się oddaliwszy od wybrzeża, znaleźliśmy...pizzerię. Nie była najgorsza i serwowała również ryby, a my już byliśmy w desperacji.
Na szczęście po tym wszystkim (zapomniałam wspomnieć o korku, w którym się znaleźliśmy z samego rana) zwiedziliśmy Piran. Miasto jest śliczne i trochę nam przypomina Wenecję. Ivo cały czas chodził, czym nas zaszokował. Zresztą musimy się zastanowić, jak spieniężyć zainteresowanie, jakie wzbudza u ludzi, bo co chwilę ktoś się przy nim zatrzymuje i kilka osób pyatało już o zgodę na zrobienie mu zdjęcia:) Ivo Ivo wykonał też dla nas (i licznych przechodniów) jedyne w swoim rodzaju przedstawienie pt. jem loda. Oto Ivo Gillette zjadacz lodów!!!
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire