16 févr. 2012

The Catlins

Après Otago, on se dirige vers les Catlins. Et on est gâté: on voit des otaries au Nuggets Point, un trés beau coin avec un phare et des paysages à couper le souffle, des dauphins au large et des lions de mer à Surat Bay, ces derniers à quelques mètres de nous! On fait pas trop les fiers car les bêtes sont assez impressionnantes et peuvent se déplacer assez vite malgré leur poids.
Cette nuit, c’est la mer qui va nous bercer à Purakaunui Bay, un coin de rêve.
La mer nous a tellement bien bercé qu’on s’est réveillé à 9h40! Donc, une journée courte aujourd’hui, toujours dans le même coin. On a commencé par Purakaunui Falls, les cascades les plus photographiées de NZ. Disons simplement que la NZ n’est pas le meilleur pays pour admirer les cascades.
Ensuite, on continue sur Southern Scenic Route, on fait une petite balade dans le bush où on admire les fougères et on va jusqu’à Curio Bay pour voir la forêt fossilisée, l’occasion de voir de nouveau des manchots à oeil jaune. La dernière attraction de cette journée c’est le Slope Point, le point le plus au sud de NZ.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Następny po Otago etap to Catlins. Mamy szczęście, bo w Nuggets Point oprócz uroczej latarni i powalających widoków udaje nam się zobaczyć foki i delfiny w oddali, a w Surat Bay lwy morskie, i to tylko o kilka metrów od nas! To niesamowite bestie i nie zgrywamy odważnych, bo podobno mimo swojej pokaźnej wagi potrafią się bardzo szybko przemieszczać.
A dzisiejszą noc spędzimy w wyjątkowym zakątku, Purakaunui Bay, gdzie do snu ukołysze nas szum oceanu…
Szum oceanu tak nas ukołysał, że obudziliśmy się dopiero o 9.40! Tak więc dzisiejszy dzień był raczej krótki. Zaczęliśmy od Purakaunui Falls, najczęściej fotografowanego wodospadu w NZ. Powiedzmy po prostu, że NZ to nie najlepszy kraj na oglądanie wodospadów.
Następnie kontynuujemy na Southern Scenic Route, idziemy na spacer po buszu i podziwamy paprocie, a potem udajemy się do Curio Bay żeby zobaczyć skamieniały las. Przy okazji spotykamy znów pingwiny żółtookie. Ostatnią atrakcją dzisiejszego dnia był Slope Point, najbardziej wysunięty na południe punkt w NZ.

15 févr. 2012

Oamaru, Moeraki, Dunedin, Otago

Après la nuit sur les bords de la rivière Ahuriri, on continue notre périple vers l’est. On s’arrête sur la route pour admirer une curiosité géologique mondialement connu: Elephants RocksSourire. On a du mal à voir les éléphants dans les rochers, d’après le fermier qui passait justement par là, les formes qu’on voit dépendent des boissons consommées la veille. Ensuite, on fait une visite bien sympathique d’Oamaru, la ville où le temps semble s’être arrêté (les habitants passionnés d’histoire portent des costumes victoriens) et où on a trouvé une quiche lorraine (variante de nom dans la même boulangerie: “loriane”).

On ne pouvait pas ne pas voir les célèbres cailloux ronds: Moeraki Boulders. L’occasion pour Max de s’essayer au haka. On passe la soirée à Moeraki et on va observer les manchots à oeil jaune et les otaries.

Le lendemain, la route nous mène à Dunedin que l’on trouve étonnement animée. On notera surtout la gare, les rues pentues, l’église presbytérienne et des bâtiments dépassant 1 étageSourire On ne s’attarde pas trop dans la ville car la péninsule d’Otago avec ses magnifiques paysages et sa faune exceptionnelle nous attend. On y passe d’ailleurs la nuit, cette fois-ci sans se faire klaxonner, merci!

-------------------------------------------------------------------------------------------
Po nocy nad brzegiem rzeki Ahuriri ruszamy w dalszą drogę, która prowadzi przez światowej sławy osobliwość geologiczną – Elephant RocksSourire. Mamy trudności z dostrzeżeniem w skałach słoni, według farmera, który akurat tędy przechodził to jakie widzimy kształty zależy w dużej mierze od tego, co piliśmy dzień wcześniej. Następnie odwiedzamy osobliwe Oamaru, gdzie czas jakby się zatrzymał (mieszkańcy pasjonujący się historią noszą kostiumy z epoki wiktoriańskiej) i gdzie znaleźliśmy specjał lotaryński quiche lorraine (która się również w tej samej pierkarni nazywa “loriane”, do wyboru).
Nie mogliśmy też oczywiście przegapić słynnych okrągłych kamieni: Moeraki Boulders. Max skorzystał z okazji żeby poćwiczyć haka. Wieczór spędzimy w Moeraki na obserwacji pingwinów żółtookich i fok.
Następnego dnia jedziemy do Dunedin, które jest zaskakująco ożywione. Szczególnie zwróciły naszą uwagę: dworzec, strome ulice, kościół prezbiteriański i ponad jednopiętrowe budynki Sourire Długo jednak w Dunedin nie zabawimy, bo już na nas czeka półwysep Otago ze swoimi wspaniałymi widokami i wyjątkową fauną. Zresztą spędzimy tam noc, tym razem bez klaksonów, dziękujemy!

14 févr. 2012

Aoraki et Clay Cliffs/Aoraki i Clay Cliffs

Après la journée d’aujourd’hui on sait que le blog va être rempli d’adjectifs et de toute manière on arrivera pas à décrire la magnificence des paysages qu’on admire, le souffle coupé.
Tout d’abord, un petit mot sur notre première nuit sauvage. Elle a été loin d’être reposante, merci les kiwis, c’est super de klaxonner en passant à toute heure de la nuit. Heureusement, la route n’était pas très fréquentée. Oui, on est sûr que l’infrastructure proposée est géniale mais on a juste envie de profiter un peu de la liberté tant vantée offerte par ce pays aux voyageurs en camping cars.
Donc, pas très reposé mais en forme quand même, on a pris la route pour Aoraki. Là bas on a fait la balade de Hooker Valley qui passe dans une vallée glacière (impressionnante) et se termine au pied d’un lac où flottent les icebergs. On a eu pas mal de vent, on a croisé pas mal de touristes et aussi des baigneurs courageux ou plutôt inconscients.
Ensuite, on a repris la route direction Twizel (quelques courses s’imposaient) et Omarama. 4 km avant cette ville on a fait un petit détour pour admirer les formations argileuses – Clay Cliffs. Le guide en parlait juste au passage et pourtant c’est magnifique!!! On était ému par toute cette beauté que la nature peut nous offrir. En plus, on était tout seul pour en profiter, c’était royal et magique!

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Po dzisiejszym dniu wiemy już, że blog pełen będzie przymiotników, a tak czy inaczej nie będziemy w stanie oddać wspaniałości, jakie podziwiamy z zapartym tchem.
Ale najpierw słówko o naszej pierwszej nocy na dziko. Nie należała do najbardziej relaksujących, dzięki kiwi, super jest trąbić przejeżdżając obok naszego campera niezależnie od godziny! I tak dobrze, że droga nie była zbyt uczęszczana. Tak, wiemy, że oferujecie super infrastrukturę, ale chcieliśmy po prostu skorzystać z wolności, jaką daje ten kraj podróżującym campervanami!


Tak więc nieszczególnie wypoczęci, ale gotowi na nowe przygody wyruszyliśmy do Aoraki. Tam wyruszyliśmy na wycieczkę Hooker Valley, która biegnie doliną polodowcową (niesamowitą) i kończy się u brzegu jeziora, w którym pływają kawałki lodowca. Nieźle wiało, było sporo turystów, a nawet odważni - czy raczej niepoważni, którzy się kąpali.
Następnie ruszyliśmy w kierunku Twizel (konieczne były zakupy) i Omaramy. 4 km przed tą miejscowością zboczyliśmy z drogi żeby zobaczyć formacje z gliny – Clay Cliffs. W przewodniku była o tym tylko mała wzmianka, a widowisko przepiękne!!! Byliśmy wręcz wzruszeni tym pięknem, jakie natura nam oferuje! W dodatku byliśmy całkiem sami, naprawdę wspaniała, magiczna chwila!

12 févr. 2012

De Akaroa à Lake Tekapo/Z Akaroa do Lake Tekapo



Notre voyage continue en direction du Lac Tekapo réputé pour ses eaux turquoises. Nous avons de la chance car malgré le réveil sous les nuages, on retrouve vite le soleil. Le lac est magnifique, sa couleur inégalée ! On fait une balade jusqu’au Mount John Observatory durant laquelle on profite de la vue sur le lac Tekapo mais aussi le lac McGregor et Alexandrina. Les vues sont incroyablement belles, les eaux du lac vraiment turquoises, on a même l’impression que la couleur est artificielle tellement elle est belleSourire
Après la balade on reprend la route direction Aoraki/Mount Cook. On passe notre premier nuit en camping sauvage avec une vue imprenable sur le plus haut sommet de la NZ.
----------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejny etap naszej podróży to Jezioro Tekapo znane z turkusowej wody. Mamay szczęście, bo chociaż rano jest pochmurnie, szybko pojawia się słońce. Jezioro jest wspaniałe, a jego kolor rzeczywiście niesamowity! Idziemy na wycieczkę do Mount John Observatory, podczas której podziwiamy widok na Jezioro Tekapo, ale też Jezioro McGregor i Alexandrina. Widoki zapierają dech w piersiach, woda jest naprawdę turkusowa, wydaje się wręcz nierawdziwa, tak jest pięknaSourire
Po wycieczce ruszamy w dalszą drogę w kierunku Aoraki/Mount Cook. Spędzamy naszą pierwszą noc na dziko, ciesząc się z przepięknego widoku na najwyższy szczyt NZ.

11 févr. 2012

De Christchurch à Akaroa/Z Christchurch do Akaroa

On a commencé notre programme touristique par une visite de Christchurch. C’était plutôt bizarre de voir cette ville tant sinistrée, où tout un quartier (le centre) est fermé suite au tremblement de terre. La ville fonctionne avec des containers où sont installés les magasins, les banques, les cafés et mêmes des toilettes publiques. Par contre l’offre gastronomique est plutôt limitée: on a été obligé de se contenter d’un Fritz’s Wurst (spécialité de Bavière) pour Ivo et un grec pour nous. J’ai pas gouté le wurst mais selon Max les wursts luxembourgeois sont loin devant.

On a visité aussi le magnifique Hagley Park avec une végétation à la fois familière (beaucoup d’espèces européennes) et dépaysante (espèces autochtones, eucalyptus etc.).
Ensuite on a pris la route pour Akaroa, le village le plus frenchy de la NZSourire

Le soir on a juste eu le temps de faire une promenade rapide dans ce charmant village et de manger nos premiers fish and chips qui nous ont surpris avec leur taille américaine ! C’est le lendemain qu’on a fait notre première vraie balade. Malheureusement, on a pas beaucoup profité de la vue car le temps en NZ est vraiment changeant et il s’est mis à pleuvoir. Mais ça valait quand même le coup.
Ensuite on a repris la route direction Lake Tekapo et on s’est arrêté pour la nuit dans un endroit bien bien tranquille appartenant au Department of Conservation.
-----------------------------------------------------------------------------------------

Rozpoczęliśmy nasz program turystyczny od zwiedzania Christchurch. Dziwne wrażenie robi to zniszczone trzęsieniem ziemi miasto, w którym cała dzielnica (centrum) jest zamknięta. Miasto funkcjonuje w kontenerach, w których mieszczą się banki, sklepy, kawiarnie, a nawet toalety publiczne. Niestety oferta gastronomiczna jest raczej ograniczona – musieliśmy sie zadowolić przysmakiem z Bawarii Fritz’s Wurst dla Iva i greckimi przekąskami dla nas. Ja tam wursta nie próbowałam, ale według Maxa do luksemburskich się nie umywał.
Zwiedziliśmy też wspaniały Hagley Park, gdzie roślinność była zarazem znajoma (sporo europejskich gatunków), jak i egzotyczna (gatunki miejscowe, eukaliptusy itp.).
Następnie udaliśmy się w drogę do Akaroa, najbardziej francuskiej miejscowości w NZSourire
Wieczorem udało nam sie zaliczyć jedynie krótki spacer po tym uroczym miasteczku, no i nasze pierwsze fish and chips, które miały iście amerykańskie rozmiary! A na pierwszą prawdziwą wycieczkę wybraliśmy się dopiero nazajutrz. Niestety w NZ pogoda zmienną jest i niewiele skorzystaliśmy z pięknych widoków, bo zaczęło padać. Ale i tak było warto.
Następnie udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku Lake Tekapo, a po drodze zatrzymaliśmy się na noc w nieżle zagubionym miejscu należącym do Department of Conservation.

10 févr. 2012

Vacances aux antipodes/Wakacje na antypodach

Ca y est, nous voilà partis aux pays des kiwis … et des moutons.
Le voyage, un peu long (36 h en tout), nous a bien vannée. Mais Ivo voulait quand même encore aller dans des avions après. Il a été super mignon ; on ne pouvait pas rêver mieux. L’aéroport au Japon y est pour quelque chose : il y avait une salle de jeux spécialement pour les petits. Nous y avons passé 2 heures.

Nous avons passé la première journée en Nouvelle Zélande a récupérer notre nouvel engin, à nous familiariser avec, apprendre la conduite à gauche, et faire quelques courses. On a quand même réussi à faire une courte promenade.
Le temps n’est pas super beau mais on a tout de même gagné 30° par rapport à il y a 2 jours.
Ivo est ravi de sa nouvelle maison roulante et n’est pas trop dépaysé car il a déjà retrouvé des toboggans.
La première impression sur les Néo Zélandais est très positive. Leur réputation d’être très accueillant est tout à fait exacte.
--------------------------------------------------------------------------
Tym razem wybraliśmy się na wakacje do kraju kiwi i baranów.
Podróż była dość długa (36 godzin) i nieźle nas wymęczyła. Tylko Ivo dalej chciał lecieć samolotem, jak już dotarliśmy. Był prawdziwym aniołkiem. Lotnisko w Osace z pewnością miało w tym swój udział, mają świetną salę zabaw dla maluchów, spędziliśmy w niej 2 godziny.
Pierwszy dzień w Nowej Zelandii upłynął nam na odbieraniu naszego wehikułu, zapoznawaniu się z nim, przyzwyczajaniu się do jazdy po lewej stronie i robieniu zakupów. Udało nam się też pójść na pierwszy krótki spacer.
Pogoda nie jest powalająca, ale jednak jest o 30° więcej niż dwa dni temu u nas.
Ivo jest zachwycony domem na kółkach i nie jest zupełnie wyobcowany, bo już znalazł zjeżdżalnieSourire
Nasze pierwsze wrażenia odnośnie do Nowozelandczyków są bardzo pozytywne, ich reputacja dotycząca gościnności jest zasłużona.