
Eh oui, on est déjà à Auckland, ce qui veut dire qu’il nous reste seulement 3 jours en NZ. On a fait la route depuis Thames, on s’est arrêté dans le jardin botanique et on a rendu notre camping-car. Cette nuit on dort donc à l’hôtel et demain on commence l’exploration de la plus grande ville du pays.


Pour commencer, on a emprunté une partie du sentier Coast to Coast (qui fait 16km) et on a grimpé Mount Eden, ancien volcan d’où on a pu voir tout Auckland à nos pieds. Max a dominé l’Eden Park (symboliquement bien sûr). Sur le chemin du retour on est passé au pied de la Sky Tower, la plus haute construction dans le Pacifique (328m). C’est une construction bétonnée qui nous a pas du tout séduit. On a vu aussi plusieurs maisons victoriennes qui côtoient les buildings mais le mariage est moins bien réussi qu’à Wellington.
On a consacré la deuxième journée à la visite du quartier Ponsonby, jadis un quartier populaire, aujourd’hui, un quartier branché avec beaucoup de cafés et boutiques. On a aussi fait quelques ultimes achats. Et la dernière journée (ou plutôt celle que l’on croyait la dernière), on l’a passé surtout dans les parcs, dans les aires de jeux et à la recherche de nourriture décente (sans grand succès). Notre vol était prévu à minuit et on avait hâte d’y être pour pouvoir dormir un peu. Malheureusement, Air New Zealand a annulé notre vol au dernier moment et l’a reporté au lendemain 6h45. Il nous ont envoyé à l’hôtel mais la nuit a été très courte. On a raté le vol suivant et nous voilà à Osaka pour une nuit supplémentaire de vacances forcées.
------------------------------------------------------------------------------

Tak, jesteśmy już w Auckland, co oznacza, że zostały nam jeszcze tylko 3 dni w NZ. Przyjechaliśmy z Thames, zahaczając o ogród botaniczny, i zwróciliśmy naszego campervana. Dzisiejszą noc spędzimy już w hotelu, a jutro ruszamy odkrywać największe miasto NZ.

Na początek przeszliśmy kawałek szlaku Coast to Coast (cały ma 16km) i wspięliśmy się na Mount Eden, wygasły wulkan skąd mieliśmy widok na całe Auckland. Max górował nad stadionem Eden Park (oczywiście symbolicznie). W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Sky Tower, najwyższą konstrukcję na Pacyfiku (328m). Ta betonowa wieża wcale nam się nie spodobała. Widzieliśmy też wiele wiktoriańskich domków wśród wieżowców, ale tutaj połączenie to jest mniej udane niż w Wellington.

Drugi dzień poświęciliśmy zwiedzaniu dzielnicy Ponsonby, dawniej dzielnicy robotniczej, obecnie modnej dzielnicy z wieloma kafejkami i butikami. Dokonaliśmy też pewnie już ostatnich zakupów. A ostatni dzień (a właściwie ten, który miał być ostatni) spędziliśmy głównie w parkach, na placach zabaw i na poszukiwaniu zjadliwego jedzenia (bez większych sukcesów). Nasz lot miał być o północy i już bardzo chcieliśmy być w samolocie, żeby się troszkę przespać. Niestety Air New Zealand anulowało nasz lot w ostatniej chwili i przesunęło go na 6.45 rano. Wysłali nas do hotelu, ale noc była bardzo krótka! Nie zdążyliśmy na nasz kolejny lot i właśnie jesteśmy w hotelu w Osace, gdzie spędzamy kolejną noc przymusowych wakacji.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire