- la conduite : certes, elle se fait à gauche (et nous nous y faisons assez vite) mais certaines règles de notre conduite à droite sont en vigueur (ex : priorité à droite), ce qui est assez difficile à appliquer et totalement illogique. Côté piétons : ce ne sont vraiment pas les rois : on peut compter sur les doigts d’une main les passages piétons, il y en a avec des feux tricolores mais ces derniers sont tellement courts qu’en règle générale nous n’avons pas le temps d’arriver à la moitié de la chaussée que le signal nous indique qu’il faut terminer. De plus, il ne faut pas escompter que les kiwis s’arrêtent pour vous laisser traverser la chaussée. Les routes quant à elles sont en règle générale très bonnes et sur les 4700 km (dont environ 200 en gravier) et malgré la taille de notre tank, nous n’avons dû rebrousser chemin qu’une seule fois ;
la nourriture : si vous cherchez un travail et que vous savez faire cuire un œuf, n’hésitez plus, venez en Nouvelle-Zélande et vous deviendrez Crésus en peu de temps. A part la mal bouffe, on ne trouve rien (à des prix non prohibitifs). Concernant les additifs et compagnie, notre records est de 23 “E” (trouvés dans un sablé pour enfant) ; ils en mettent partout et dans certains cas, il est quasiment impossible de trouver des produits sans. C’est LE point noir de la Nouvelle Zélande ;
- les habitants : en règle générale les habitants sont très sympathiques et serviables, à l’exception de ceux qui klaxonnent même quand on stationne la nuit sur les emplacements autorisés et de deux gérants de camping top 10, dont un n’avait pas l’air d’aimer les français et l’autre n’avait pas l’air d’aimer les gens en général. Côté créativité, il y a là beaucoup d’endroits avec nombreux artistes qui semblent vivre de leur activité et même certains villages qui se sont spécialisé là dedans ;
- les supermarchés : ouverts pour la plupart 7j/7, de 06h00 à 22h00 ou même minuit, c’est inhumain pour les employés ;
les toilettes publiques : elles sont partout (même en montagne à plusieurs heures de marche), gratuites et en général assez ou très propre. Cette dernière remarque valant pour l’ensemble du pays et en tout lieux. On apprécie ;
- les poubelles et le recyclage : c’est l’inverse, elles sont nulle part sauf dans les grandes villes. Ils est bien indiqué que nous devons ramener nos déchets mais il nous est arrivé de rester plusieurs jours avec nos poubelles sans pouvoir nous en débarrasser. Alors ne parlons pas du recyclage, ils ont encore du travail de ce côté là ;
les aires de jeux : elles sont très fréquentes (même dans les petits villages) et en général très grandes au grand plaisir de Ivo ;
- la faune : il n’y a aucun mammifère indigène (en dehors de chauves souris) mais c’est le royaume des oiseaux dont certains (de la taille de poule) sont presque prêts à vous manger dans la main ; sinon, les possums (introduits) ont envahi la NZ et menacent les oiseaux. C’est vrai qu’on en voit souvent, écrasés sur les routes ou dans les pulls et autres accessoires. Le pays leur livre une lutte sans merci : il y a du poison partout ! On se demande s’il fini pas dans l’eau et on est pas les seuls car on a vu les pancartes indiquant que les habitants se posent des questions eux aussi ;
- le coût de la vie : c’est pas en Nouvelle-Zélande que vous ferrez des économies et les prix sont parfois honteusement élevés par rapport à la prestation. On espère qu’ils ont de bons salaires.
---------------------------------------------------------------------------------------
Zbliżamy się do końca naszej wyprawy, którą relacjonowaliśmy niemal codziennie. Teraz nadzszedł czas na podzielenie się naszymi ogólnymi odczuciami na temat NZ.
ruch drogowy – lewostronny, ale według kierowcy łatwo się przestawić, tyle że stosują się niektóre zasady naszego ruchu prawostronnego (np. pierwszeństwo z prawej), co jest trochę skomplikowane w praktyce i kompletnie nielogiczne. Jeśli chodzi o pieszych, to nie mają łatwego życia. Mało jest przejść dla pieszych, a na tych ze światłami zielone trwa tak krótko, że rzadko kiedy udało nam się dojść do połowy jezdni, a już włączał się sygnał, żeby schodzić. W dodatku nie maożna liczyć na to, że kizi zatrzymają się zeby przepuścić pieszego. Drogi ogólnie rzecz biorąc są bardzo dobre – na 4700 przejechanych kilometrów (z czego 200 km szutrowych) i pomimo rozmiarów naszego czołgu, tylko raz musieliśmy się poddać i zawrócić;
- jedzenie – szukasz pracy i umiesz ugotować jajko? Nie zastanawiaj się dłużej, przyjedź do NZ i zostaniesz milionerem w krótkim czasie! Jedzenie jest obrzydliwe, oprócz śmieciowego jedzenia nic nie można dostać zjadalnego (chyba że po cenach zaporowych). Jeśli chodzi o dodatki, konserwanty itp., nasz rekord to 23 “E” (znalezione w kruchym ciastku dla dzieci!); koktajl E jest absolutnie we wszystkim, czasem jest wręcz niemożliwe znalezienie produktu bez E. To najgorszy aspekt NZ;
- mieszkańcy – ogólnie mieszkńcy są szalenie sympatyczni i usłużni, z wyjątkiem tych, którzy trąbią nawet jak się stoi w dozwolonym miejscu i 2 zarządców kempingów top 10, z których pierwszy chyba nie lubił Francuzów, a drugi ludzi w ogóle. Jeśli chodzi o kreatywność, wygląda na to, że sporo ludzi żyje z pracy artystycznej, niektóre miejscowości nawet się w tym specjalizują;
- supermarkety – otwarte codziennie od 6.00 do 22.00, a czasem nawet do północy, to nieludzkie dla pracowników;
- toalety publiczne – są wszędzie (nawet w górach, na szlakach oddalonych o kilka godzin marszu), darmowe i zazwyczaj dosyć lub bardzo czyste. I to naprawdę w całym kraju, niezależnie od miejsca, bardzo nam się to podobało;
- śmietniki i recykling – przeciwieństwo toalet, nie ma ich nigdzie poza dużymi miastami. Owszem, wszędzie są napisy, że mamy zabrać swoje śmieci, ale czasem nawet przez kilka dni nie mogliśmy się pozbyć naszych śmieci. O sortowaniu nawet nie wspominamy, jeszcze przed nimi bardzo długa droga;
- place zabaw – są wszędzie, nawet w małych miejscowościach, i zazwyczaj dość duże, co oczywiście bardzo się podobało Ivciowi;
fauna – nie ma żadnych endemicznych ssaków (poza nietoperzami), ale za to ptaki królują, niektóre (rozmiarów kury) prawie jedzą z ręki. Wprowadwone do kraju oposy skolonizowały kraj i zagrażają ptakom. Fakt, że widać je wszędzie – rozjechane na drogach, albo pod postacią swetrów i innych akcesoriów. NZ wypowiedziała im bezlitosną wojnę i wszędzie rozrzucona jest trucizna. Zastanawiamy się, czy ta trucizna nie trafia do wody, zresztą nie tylko my, bo widzieliśmy plakaty wskazujące na to, że mieszkańcy też się nad tym zastanawiają;
- ceny – to nie jest kraj, w którym można zaoszczędzić, a czasem ceny są haniebnie wysokie w stosunku do oferowanej usługi. Należy mieć nadzieje, że tubylcy mają dobre pensje.
1 commentaire:
Un grand grand merci pour ce récit de voyage au jour le jour ! Je n'en ai pas loupé une miette !
Heureusement que la NZ a quelques défaits sinon vous ne seriez pas rentrés ! En tout cas, bon retour parmi nous et bonne reprise !
Enregistrer un commentaire